Niemcy zamawiają u Polski wszystko, co się da, i jeszcze trzy rzeczy, których Polska nie produkuje
Niemiecki przemysł, zaskoczony własnym odbiciem gospodarczym, uruchamia program «pełnego zapełnienia» polskich fabryk. Polska odpowiada, że owszem, może, ale najpierw musi wymyślić, co to za trzy rzeczy.
Niemieckie ministerstwo gospodarki poleciło wszystkim zakładom przemysłowym w kraju złożyć zamówienia w Polsce na wszystko, co tylko da się zamówić, a następnie na trzy rzeczy, których Polska jeszcze nie produkuje, i to w ilościach, które zmusiłyby każdą polską fabrykę do pracy na trzy zmiany przez najbliższe dwa lata.
Program, nazwany «Pełne Zapełnienie», zakłada, że każda niemiecka firma wyśle do Polski przedstawiciela z walizką pieniędzy i listą życzeń. Przedstawiciele już stoją w kolejkach na przejściach granicznych, a niemieckie izby przemysłowe wynajęły hale targowe w Poznaniu i Wrocławiu, żeby pomieścić wszystkich chętnych do składania zamówień. Polscy przedsiębiorcy przyjmują ich w namiotach rozstawionych na parkingach, bo biura nie pomieszczą kolejek.
Rzecznik niemieckiego ministerstwa wyjaśnił spokojnie: «Zamawiamy wszystko, co widzimy, a potem to, czego nie widzimy, żeby mieć pewność, że niczego nie pominęliśmy». Dodał, że jeśli Polska nie wie, co to za trzy rzeczy, Niemcy mogą poczekać, ale wolą nie.
Polski rząd odpowiedział, że owszem, przyjmie zamówienia, ale najpierw musi zwołać sztab kryzysowy, który ustali, co to za trzy rzeczy, i czy da się je wyprodukować przed końcem kwartału. Na razie polskie fabryki pracują pełną parą, a niemieccy przedstawiciele uczą się na pamięć polskich słów «nie ma», «będzie» i «kiedy».
10