Portugalczycy wyprowadzają się z mieszkań na ulice i zostają tam na stałe, bo czynsz ich przerósł
W odpowiedzi na rosnące koszty życia dziesiątki tysięcy Portugalczyków nie tylko protestuje, ale dosłownie przenosi swoje życie na ulice — z materacami, szafkami i całym dobytkiem. Rząd rozważa nadanie chodnikom statusu mieszkań socjalnych.
Dziesiątki tysięcy Portugalczyków wyprowadziły się w sobotę ze swoich mieszkań i rozbiły obóz na głównych arteriach Lizbony i Porto, domagając się obniżenia czynszów. Protestujący przynieśli ze sobą materace, szafki kuchenne i pralki, a w ciągu jednej nocy największe place miast zamieniły się w dzielnice namiotowe z własnymi punktami zbiórki wody i kolejkami po chleb.
«Skoro czynsz wynosi tyle, ile cała pensja, to logiczne, że mieszkamy na ulicy. Państwo samo nas do tego zmusiło» — powiedział jeden z organizatorów, wskazując na rząd suszących się ręczników rozciągniętych między latarniami. Na skwerze przed parlamentem stanęła już pierwsza wspólnota mieszkaniowa pod gołym niebem, z wybranym przewodniczącym i cotygodniowym dyżurem przy zmywaniu naczyń w miejskiej fontannie.
Ministerstwo Mieszkalnictwa zareagowało natychmiast, powołując pełnomocnika ds. chodników jako przestrzeni mieszkalnej. Urzędnicy rozpoczęli inwentaryzację krawężników pod kątem nośności i nasłonecznienia, a pierwsze rodziny otrzymały już przydział miejsc parkingowych z prawem do rozstawienia łóżka polowego. «To nie jest kryzys, to nowy model osiedla» — zapewnił na konferencji wiceminister, który sam przeniósł biurko na przystanek autobusowy.
Władze miast zapowiadają, że od przyszłego tygodnia wszystkie ławki w parkach zostaną wyposażone w gniazdka elektryczne, a ścieżki rowerowe zyskają status dróg wewnętrznych. Tymczasem przed gmachem rządu ustawiła się już kolejka chętnych do zamieszkania w budce strażniczej, która — jak twierdzą urzędnicy — spełnia wszystkie normy metrażowe.
1