Syndyk Eskimosa wystawia chłodnie na licytację z młotkiem i wywozi jabłka taczkami przez całe miasto
Upadła spółka Eskimos, bohater „afery jabłkowej”, trafia pod młotek. Syndyk nie czeka na kupców — sam organizuje objazdową wyprzedaż zakładów i chłodni, a jabłka z mroźni każe wywozić taczkami przez centrum miasta, ogłaszając to „nowym standardem likwidacji”.
Syndyk upadłej spółki Eskimos postanowił nie czekać na oferentów i osobiście objechał wszystkie zakłady oraz chłodnie, wystawiając je na sprzedaż z przenośnym młotkiem na pace furgonetki. Licytacja odbywa się na miejscu, przy otwartych wrotach mroźni, a cena spada za każdym razem, gdy nikt się nie zgłosi w ciągu kwadransa.
Pierwszego dnia syndyk sprzedał trzy hale i jedną chłodnię, zanim zdążył zaparkować. Kupujący przyjeżdżali traktorami, kombajnami i przyczepami kempingowymi, a na pobliskim parkingu ustawiła się kolejka dłuższa niż na granicy przed sezonem ogórkowym. Mieszkańcy okolicznych wsi przynieśli krzesła i termosy, traktując wydarzenie jak festyn.
Największe poruszenie wywołał rozkaz opróżnienia mroźni do ostatniego jabłka. Ekipa likwidacyjna wywoziła skrzynki taczkami przez środek miasta, w asyście straży pożarnej i orkiestry dętej, która grała na cześć każdego kursu. «To nowy standard likwidacji — mówił syndyk, ocierając pot z czoła — szybko, jawnie i z muzyką».
Do końca tygodnia ceny zakładów spadły tak nisko, że jeden z przedsiębiorców kupił całą chłodnię za równowartość dwóch skrzyń jabłek, które i tak musiał sam wynieść. Syndyk zapowiedział, że w przyszłym tygodniu osobiście obwiezie pozostałe nieruchomości rikszą i sprzeda je na aukcji przy dźwiękach akordeonu.
1