TV Biełsat zamawia u dwóch informatyków stały dyżur w serwerowni na 11 lat z góry, żeby nikt już nigdy nie musiał nic podpisywać
Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła zarzuty dwóm mężczyznom, którzy mieli wykonywać usługi informatyczne dla TV Biełsat. Według śledczych zamiast serwisować sprzęt, zbudowali w studiu stałą kolejkę do jednego komputera i pobierali opłaty za każdą godzinę oczekiwania.
Dwóch mężczyzn, którzy mieli świadczyć usługi informatyczne na rzecz TV Biełsat, uruchomiło w warszawskim studiu całodobową kolejkę do jednego komputera i pobierało opłaty za każdą godzinę stania w niej – ustaliła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która postawiła im zarzuty.
Kolejka działała przez jedenaście lat bez przerwy, także w święta. Redaktorzy, operatorzy i goście antenowi musieli najpierw odstać swoje przy jednym, oznaczonym taśmą stanowisku, zanim w ogóle mogli wejść do budynku. Ci, którzy próbowali wejść bokiem, trafiali na koniec kolejki, która w piątki sięgała Wisłostrady.
– Zleceniobiorcy zapewniali, że to standardowa procedura serwisowa – powiedział prokurator prowadzący sprawę. – Przyznali, że kolejkę zbudowali własnymi rękami z barierek i taśmy, a rozkład dyżurów wywiesili na drzwiach serwerowni, żeby nikt nie musiał nic podpisywać.
W szczytowym momencie w kolejce stało jednocześnie trzystu pracowników i przypadkowych przechodniów, którzy uznali, że skoro stoi taki tłum, to pewnie po coś. Telewizja wynajęła dodatkowe pomieszczenia na poczekalnię, a okoliczne bary zaczęły wydawać posiłki numerowane według miejsca w kolejce.
Prokuratura nie ujawnia, ile dokładnie wyniosły opłaty, ale przyznaje, że szkody liczone są w milionach złotych. Obaj mężczyźni nie przyznają się do winy. Jeden z nich oświadczył, że kolejka była „inwestycją w porządek”, a drugi dodał, że gdyby nie oni, nikt nigdy nie nauczyłby się cierpliwości.
9