ArtVilnius'26 ogłasza, że sztuka nie potrzebuje ciszy, i zatrudnia 3400 osób do mówienia w galeriach jednocześnie
Targi sztuki w Wilnie wprowadzają obowiązkowy hałas: każdy zwiedzający musi mówić bez przerwy, a kuratorzy dostali etaty na krzyczenie. Organizatorzy tłumaczą, że cisza to przeżytek, a alarm powietrzny był tylko tłem performansu.
Organizatorzy ArtVilnius'26 ogłosili w sobotę rano, że sztuka nie potrzebuje ciszy, i natychmiast zatrudnili 3400 osób, których jedynym zadaniem jest mówienie jednocześnie we wszystkich salach wystawowych. Każdy zwiedzający otrzymuje przy wejściu megafon i instrukcję: nie wolno milczeć ani przez chwilę, a kto przerwie, płaci karę na rzecz funduszu hałasu.
Kuratorzy przeszli trzydniowe szkolenie z krzyczenia, po którym dostali etaty w nowym Departamencie Nieustannego Komentarza. «Cisza była błędem minionych edycji» — powiedział dyrektor targów, nie przerywając mówienia przez megafon. «Teraz każdy obraz jest omawiany na głos przez co najmniej siedem osób naraz, a jeśli ktoś się zgubi, to znaczy, że performans działa».
W mieście zbudowano cztery dodatkowe hale, bo poprzednie nie pomieściły chętnych do mówienia. Mieszkańcy pobliskich ulic dostali od władz miasta harmonogramy, kto o której godzinie ma mówić przez okno, żeby sztuka nie ucichła w nocy. Restauracje zmieniły menu na jednogłośne okrzyki, a taksówkarze wożą turystów wyłącznie z włączonym radiem i własnym komentarzem.
Alarm powietrzny, który rozległ się nad Wilnem w sobotni poranek, organizatorzy wpisali do programu jako część instalacji dźwiękowej. «To nie zakłócenie, to wzmocnienie» — dodał dyrektor, wciąż mówiąc. Bilety na przyszły rok wyprzedały się w ciągu godziny, bo jak twierdzą organizatorzy, ludzie wreszcie zrozumieli, że sztuka to nie cisza, tylko wspólny, nieprzerwany hałas.
1