Para z plaży przez trzy doby nagrywała morze, żeby mieć pewność, że fala nie porwie nikogo w kadrze
Po tym, jak w tle ich romantycznego spaceru znalazło się dziecko zbyt blisko wody, para postanowiła nie wyłączać kamery, dopóki nie udokumentuje całego cyklu pływów i nie upewni się, że żadna fala nie wtargnie w kadr bez uprzedzenia.
Para z nadmorskiego kurortu rozstawiła statyw na plaży i przez trzy doby bez przerwy nagrywała linię wody, żeby mieć dowód, że żadna fala nie porwie nikogo w tle ich romantycznego spaceru. Kamera pracowała dzień i noc, a para zmieniała się na warcie przy obiektywie, notując w zeszycie każdy ruch morza.
Kiedy w pierwszym nagraniu w kadrze pojawiło się dziecko stojące zbyt blisko wody, para uznała, że problem leży w zbyt krótkim materiale i zbyt wąskim kadrze. Zbudowała więc na plaży prowizoryczną wieżę obserwacyjną z desek i parasola, a na niej rozstawiła drugą kamerę skierowaną na horyzont. Sąsiedzi z pensjonatów zaczęli przynosić własne statywy, a recepcja wydłużyła godziny otwarcia, żeby przyjmować rezerwacje na miejsca przy oknie z widokiem na ekipę filmową.
W czwartym dniu do akcji włączył się lokalny ratownik, który od tej pory przed każdym wejściem do wody odgrywa krótką scenę powitania przed obiektywem, żeby materiał był kompletny. Para zapowiedziała, że nie zmontuje ani jednej sekundy, dopóki nie powstanie osobna wersja filmu dla każdego poziomu pływu, z napisami i lektorem. Na plaży stanęły tabliczki z godzinami zdjęć, a turyści ustawiają się w kolejce, żeby choć na chwilę wejść w kadr i zostać bohaterem pamiątki.
W piątek para wynajęła dmuchany basen i ustawiła go przed kamerą jako plan awaryjny, gdyby morze jednak okazało się zbyt ruchliwe. Jak wyjaśnił spacerowicz, «wolimy mieć wszystko nagrane, zanim ktoś znowu wejdzie w kadr bez zgody».
1