Wileńska restauracja po gwiazdce Michelin zamyka kuchnię i gotuje wyłącznie z notatnika prababci, którego nikt nie umie odczytać
Szef kuchni Deep Roots w Wilnie, nagrodzony gwiazdką Michelin w 60 dni po otwarciu, ogłosił, że od poniedziałku całe menu powstaje wyłącznie z odręcznego notatnika prababci — zeszytu, którego pismo jest tak nieczytelne, że kucharze gotują na wyczucie, a goście płacą za dania, których nikt nie potrafi nazwać.
Szef kuchni restauracji Deep Roots w Wilnie, która gwiazdkę Michelin dostała 60 dni po otwarciu, zarządził, że od najbliższego poniedziałku cała kuchnia pracuje wyłącznie według odręcznego notatnika jego prababci. Zeszyt ma pożółkłe kartki, plamy po smalcu i pismo tak nieczytelne, że żaden z kucharzy nie odróżnia „soli” od „słoniny”, a i tak nikt nie ma prawa gotować inaczej.
W związku z tym do pracy przyjęto trzy osoby znające wyłącznie pismo odręczne sprzed wojny: emerytowaną nauczycielkę kaligrafii, grafologa sądowego i miejscowego proboszcza, który twierdzi, że rozpoznaje charakter pisma, bo podobny widział na parafialnych metrykach. Cała trójka siedzi teraz na zapleczu i od rana do wieczora odczytuje przepisy na głos, a kucharze powtarzają je za nimi jak litanię, zanim cokolwiek trafi na patelnię.
Kelnerzy dostali nowe polecenie: nie wolno im wymieniać nazw dań, bo żadna nie jest pewna. Gość zamawia „to, co jest na trzeciej stronie pod plamą”, a kuchnia wydaje talerz, który wygląda jak podroby w sosie, ale nikt nie potrafi potwierdzić, czy to podroby, czy może jednak coś zupełnie innego. Cena zależy od tego, ile wersów udało się odczytać w danym dniu.
Restauracja rozważa też zatrudnienie drugiego grafologa na zmiany nocne, bo notatnik ma jeszcze kilkadziesiąt stron, a Michelin zapowiedziała kolejną wizytę. Szef kuchni zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą i że prababcia „nigdy się nie myliła”, choć przyznaje, że sam nie umie przeczytać ani jednego zdania.
1