Polacy budują elektrownię węglową, ale z polskiego węgla, polskiej stali i polskich śrub — nawet jeśli prąd zdrożeje dziesięciokrotnie
Nowe badanie pokazuje, że Polacy wolą własną technologię energetyczną od tanich rachunków. W odpowiedzi rząd ogłasza budowę elektrowni, w której każdy element — od turbiny po ostatnią śrubkę — musi być wyprodukowany w kraju, choćby kosztowała krocie.
W odpowiedzi na badanie, z którego wynika, że pochodzenie technologii energetycznych jest dla Polaków ważniejsze niż wysokość rachunków, rząd ogłosił budowę elektrowni węglowej w całości opartej na polskich komponentach — od turbiny po ostatnią śrubkę. Koszt inwestycji ma być tak wysoki, że cena prądu wzrośnie dziesięciokrotnie, ale nikt nie narzeka, bo wszystko jest swojskie.
Ministerstwo Energii wydało rozporządzenie, zgodnie z którym każdy element elektrowni musi mieć metrykę pochodzenia. Śruby z importu będą konfiskowane, a ich przewoźnicy karani grzywną w wysokości równowartości tony węgla. Na granicach powstają magazyny, w których celnicy skręcają zagraniczne podzespoły i odsyłają je z powrotem.
W całym kraju ruszyły zbiórki złomu, z którego hutnicy wytapiają stal na potrzeby budowy. Szkoły odwołują lekcje, by uczniowie mogli zbierać metalowe odpady. W Bytomiu powstał komitet obywatelski, który domaga się, by każdy mieszkaniec oddał jedną łyżkę stołową na rzecz elektrowni. Ci, którzy odmawiają, są publicznie piętnowani na tablicach przed urzędami gminy.
Badanie, które zapoczątkowało cały program, wskazywało, że Polacy popierają rozwój czystej energii, ale nie zgadzają się na nieograniczony wzrost cen. Rząd zinterpretował to jednoznacznie: skoro technologia ma być własna, cena nie ma znaczenia. W przyszłym tygodniu rusza kolejny etap — budowa linii przesyłowej z drutu wyłącznie z polskich kopalni miedzi.
2