Druga tura wyborów w Krakowie zamieniona w maraton: kandydaci mają biegać między lokalami, wyborcy dostaną numery startowe
Miejska Komisja Wyborcza w Krakowie ogłosiła, że druga tura odbędzie się w formie biegu na 42 kilometry, a kandydaci będą musieli osobiście dotrzeć do każdego lokalu. Sondaże zamieniono na zakłady bukmacherskie, a sztaby rekrutują maratończyków jako mężów zaufania.
Miejska Komisja Wyborcza w Krakowie postanowiła, że druga tura wyborów prezydenckich odbędzie się w formie maratonu. Łukasz Gibała i Monika Piątkowska wystartują z Rynku Głównego o świcie i będą musieli osobiście dotrzeć do każdego z 412 lokali wyborczych, rozsianych od Błoń po Nową Hutę. Kto pierwszy dotknie ostatniej urny, zostaje prezydentem.
– Trasa jest wymagająca, ale sprawiedliwa – powiedział przewodniczący komisji, wręczając kandydatom numery startowe. – Zwycięzca będzie miał pełny mandat, bo przebiegł całe miasto. Sondaże zamieniliśmy na zakłady bukmacherskie, a typowania przyjmujemy do piątku.
Sztaby rekrutują maratończyków jako mężów zaufania. Każdy kandydat ma 30 sekund na oddanie głosu w danym lokalu, po czym sędzia trasy przykłada pieczątkę do karty startowej. Wyborcy, którzy chcą oddać głos, muszą przynieść własne bidony i ręczniki.
Mieszkańcy już trenują. Na Błoniach powstały tymczasowe bieżnie, a w Nowej Hucie ktoś rozstawił punkt odżywczy z żelami energetycznymi. Urzędnicy miejscy zapowiedzieli, że w dniu wyborów wszystkie autobusy i tramwaje będą jeździć na trasie maratonu, ale tylko po to, by kibice mogli przemieszczać się między punktami kontrolnymi.
– To będzie najbardziej demokratyczny wyścig w historii Polski – dodał przewodniczący. – Każdy głos jest krokiem, a każdy krok jest głosem.
Wyniki poznamy, gdy obaj kandydaci przekroczą linię mety. Do tego czasu miasto będzie żyło w rytmie maratonu, a kto nie zdąży – ten nie głosuje.
2