Kampania wyborcza w USA zjada własne billboardy: sztaby wynajmują farmerów, by strzelali do reklam przeciwnika
Wydatki na reklamę w wyborach połówkowych przekroczyły dziesięć miliardów dolarów, więc sztaby wyborcze w USA rozpoczęły zorganizowane polowania na billboardy rywali — z noktowizorami, dronami i farmerami na etatach.
Amerykańskie sztaby wyborcze, nie mogąc już wykupić ani jednej wolnej powierzchni reklamowej, rozpoczęły zorganizowane polowania na billboardy przeciwnika. W Teksasie i Ohio farmerzy podpisują umowy na całodobową obserwację dróg, a w Kansas powstały pierwsze oddziały strzelców wyborczych, których jedynym zadaniem jest zestrzeliwanie plakatów rywala z dachów stodół.
Według sztabu jednego z kandydatów do Senatu, na same naboje do wiatrówek wydano już więcej niż na spotkania z wyborcami. «Zatrudniamy miejscowych, bo znają każdą dziurę w płocie» — powiedział nam koordynator kampanii, nie zdejmując kamizelki odblaskowej. «Rano jeździmy traktorem i zbieramy resztki plakatów, wieczorem rozwieszamy własne. To jest teraz cała kampania».
W sąsiednim stanie powstał specjalny urząd lotniczy, który koordynuje loty dronów z farbą w zbiornikach. Dron podlatuje do billboardu przeciwnika i równomiernie go zamalowuje, po czym wraca na dach kościoła po nowy zapas. Mieszkańcy pobliskich miasteczek przyzwyczaili się do widoku kolumn ciężarówek z farbą, które o świcie ustawiają się w kolejce przed hurtownią.
Eksperci od marketingu politycznego przyznają, że budżety reklamowe przekroczyły już dziesięć miliardów dolarów, a mimo to w całym kraju nie ma gdzie powiesić nowego plakatu. «Kupiliśmy czas antenowy na trzy lata do przodu, a teraz okazuje się, że nie mamy czego pokazać» — dodał jeden z doradców, wskazując na świeżo otynkowaną ścianę, na której do wczoraj wisiał portret kandydata.
1