Kraków stawia urny co 200 metrów, wyborcy maszerują w kolumnach z orkiestrą
W przedterminowych wyborach prezydenta Krakowa wprowadzono obowiązek pieszej wędrówki między lokalami. Mieszkańcy przechodzą trasę z orkiestrą, a każdy głos oddawany jest po okazaniu pieczątki z trzech punktów kontrolnych.
W przedterminowych wyborach prezydenta Krakowa każdy wyborca musi dotrzeć do urny pieszo, przechodząc trasę wyznaczoną przez siedem punktów kontrolnych rozstawionych w promieniu dwustu metrów od lokalu. Miejski Zespół ds. Logistyki Wyborczej uznał, że głosowanie bez pokonania dystansu jest nieważne, a pieczątki z każdego punktu stanowią dowód obywatelskiego wysiłku.
Od godziny szóstej rano pod Wawelem maszerują kolumny wyborców prowadzone przez orkiestry dęte. Każda kolumna ma własny sztandar i przewodnika w kamizelce, który wykrzykuje nazwiska kandydatów w rytm marszu. Mieszkańcy, którzy próbowali dojechać tramwajem, są zawracani na przystankach i włączani do najbliższej kolumny. Tramwaje jeżdżą puste, bo kierowcy też maszerują.
W jednym z lokali mężczyzna podarł kartę do głosowania, twierdząc, że nie zmieścił się w kolumnie. Policja zatrzymała go po przejściu trzech punktów kontrolnych, ale wypuściła, gdy obiecał przejść trasę jeszcze raz, tym razem z orkiestrą. Do południa odnotowano jedno zakłócenie ciszy wyborczej w internecie – ktoś napisał, że wybory są o kasę, i natychmiast został zapisany do kolumny numer dziewięć.
Miejski Zespół ds. Logistyki Wyborczej zapowiedział, że jeśli frekwencja przekroczy sto procent, trasa zostanie wydłużona do trzech kilometrów, a każdy wyborca otrzyma dodatkową pieczątkę za śpiewanie hymnu. Komisje obwodowe nie przerwały głosowania, ponieważ nikt nie zdążył do nich dotrzeć przed zmrokiem.
4