PiS ogłasza strajk głodowy przed Sejmem, dopóki Domański nie odejdzie. Czarnek: «Zostajemy tu na zimę»
Klub PiS, zamiast złożyć wniosek o wotum nieufności, rozbił namioty przed Sejmem i rozpoczął bezterminowy strajk głodowy. Przemysław Czarnek zapowiada, że posłowie będą głodować, aż minister finansów Andrzej Domański sam złoży rezygnację. Rząd odpowiada, że to polityczny absurd, ale straż marszałkowska już dostarczyła 300 śpiworów.
Klub PiS rozbił w piątek przed Sejmem miasteczko namiotowe i rozpoczął bezterminowy strajk głodowy, domagając się natychmiastowej dymisji ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego. Przemysław Czarnek ogłosił, że posłowie zostaną na placu tak długo, aż minister sam złoży rezygnację, a straż marszałkowska dostarczyła już trzysta śpiworów i cztery wojskowe kuchnie polowe.
«Nie ruszamy się stąd, dopóki Domański nie odejdzie. Zostajemy tu na zimę, a jeśli trzeba, to i na wiosnę» — powiedział Czarnek, odbierając racje żywnościowe. W miasteczku działa już punkt medyczny, kaplica polowa i radiowęzeł, który co godzinę odczytuje aktualny stan długu publicznego. Jak ustalono, posłowie będą spożywać wyłącznie wodę i chleb, a każdy, kto zje cokolwiek innego, zostanie wykluczony z klubu.
Rząd odpowiada, że to polityczny absurd. Jan Grabiec nazwał akcję «teatrem, który kosztuje więcej niż cały deficyt», ale przyznał, że minister Domański rozważa codzienne wizyty w miasteczku, by osobiście sprawdzać, czy strajkujący nie jedzą. Tymczasem do namiotów zaczęli przyjeżdżać sympatycy z całej Polski, a wokół placu powstał tymczasowy parking na dwa tysiące samochodów.
Władze Sejmu zapowiedziały, że jeśli strajk potrwa dłużej niż miesiąc, konieczne będzie wybudowanie stałego ogrzewania i doprowadzenie bieżącej wody. Czarnek odparł, że PiS jest gotów głodować nawet dwa lata, a w przyszłym tygodniu dołączy do nich były minister finansów, który ma pokazać, jak prawidłowo liczyć deficyt.
2