Prawica zamiast wniosków o odrzucenie projektu aborcyjnego wnosi do Sejmu cztery tony mównicy, by zagłuszyć debatę
Konfederacja, Demokracja Bezpośrednia i PiS, zamiast poprzestać na wnioskach o odrzucenie, dostarczyły do sali plenarnej cztery tony drewna i urządzają w niej całodobowy festiwal mówienia, żeby żadne liberalizujące przepisy aborcyjne nie zostały przegłosowane.
Posłowie Konfederacji, Demokracji Bezpośredniej i Prawa i Sprawiedliwości, zamiast złożyć zwykłe wnioski o odrzucenie projektów liberalizujących prawo aborcyjne, wnieśli na salę plenarną cztery tony drewna i zbudowali z niego cztery dodatkowe mównice, po jednej na każdy projekt, i od rana mówią z nich równocześnie, żeby żaden głos za liberalizacją nie przebił się przez ścianę dźwięku.
Mównice ustawiono w przejściach, przy wyjściach ewakuacyjnych i w bufecie, a przy każdej stoi zmiana mówców z rozkładem na osiem godzin. Marszałek Sejmu zarządził, że drugie czytanie nie zostanie zamknięte, dopóki ostatni mówca nie skończy, a mówcy zmieniają się szybciej, niż ktokolwiek zdąży policzyć. Obsługa techniczna donosi, że poziom hałasu w sali przekracza normy dla lotniska, a stenografowie pracują w słuchawkach wygłuszających.
Komisja nadzwyczajna, która miała zaopiniować poprawki, przeniosła się do piwnicy i obraduje przy świecach, bo w sali obok trwa nieprzerwany festiwal wystąpień. Politycy Polski 2050 przyszli ze swoimi dwiema poprawkami, ale nie zdołali ich odczytać, więc przybili je do drzwi komisji gwoździami i odeszli w ciszy.
Wieczorem pod Sejmem stanął kolejny mówca z megafonem i zapowiedział, że będzie mówił do rana, a jutro dołączy do niego drugi. Na razie nikt nie wie, kiedy odbędzie się głosowanie, ale wszyscy zgadzają się, że będzie bardzo głośno.
2