Wiceminister Szyszko zamyka się w resorcie i ogłasza strajk głodowy, dopóki Tusk go nie odwoła
Jan Szyszko zabarykadował się w gabinecie w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, rozłożył materac i zapowiedział, że wyjdzie dopiero z odwołaniem w ręku. Resort pracuje w trybie oblężenia, a koalicja szuka kompromisu przy kawie z termosu.
Wiceminister Jan Szyszko zabarykadował się w swoim gabinecie w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, rozłożył materac między biurkiem a szafą i ogłosił, że nie wyjdzie, dopóki premier Donald Tusk osobiście nie wręczy mu odwołania. Resort pracuje od środy w trybie oblężenia: korespondencję wsuwa się pod drzwiami, a narady odbywają się na korytarzu.
Szyszko ustawił przed wejściem taboret, na nim termos z herbatą i wydrukowaną listę postulatów, którą co rano odczytuje przez szparę. «Proszę o odwołanie mnie ze stanowiska sekretarza stanu. Do tego czasu pozostaję na posterunku i nie przyjmuję żadnych innych wniosków» — przekazał przez drzwi. Jak dodał, dopóki nie odnajdziemy politycznego i moralnego kompasu, będzie spał na podłodze i jadł kanapki przynoszone przez współpracowników.
Straż pożarna przyjechała obejrzeć gabinet, ale po naradzie uznała, że materac spełnia normy przeciwpożarowe. Dyrektorzy departamentów ustawili się w kolejce na korytarzu, by przez szparę składać meldunki, a jeden z nich przyniósł własny śpiwór na wypadek, gdyby akcja się przedłużyła. Ministerstwo zaczęło wydawać komunikaty z adnotacją «za pośrednictwem drzwi».
Współpracownicy odchodzącej minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz zapowiedzieli, że jeśli odwołanie nie nadejdzie do piątku, cały resort przeniesie się na korytarz i będzie pracował na stojąco. Premier Tusk ma podobno rozważać przyjazd z teczką, ale jego kancelaria zastrzega, że najpierw musi ustalić, kto wręczy odwołanie, skoro drzwi są zamknięte od środka.
2