Mieszkaniec Dusznik-Zdroju uruchomił w piwnicy linię produkcyjną chloru; strażacy ewakuowali pół uzdrowiska i wprowadzili stały dyżur przy wentylatorze
W Dusznikach-Zdroju jeden z mieszkańców rozpędził domową produkcję chloru do rozmiarów zakładu przemysłowego. Strażacy nie gaszą już pożarów — pilnują jego piwnicy na zmiany.
Mieszkaniec Dusznik-Zdroju rozbudował domową wytwórnię chloru do rozmiarów zakładu przemysłowego i uruchomił ją na trzy zmiany, zanim ktokolwiek zdążył zapytać, po co mu to wszystko. Strażacy z Kłodzka nie przyjechali gasić pożaru — przyjechali objąć stały dyżur przy jego wentylatorze.
Piwnica została przebudowana na halę produkcyjną z taśmą, suszarnią i tablicą obecności. Sąsiedzi z trzech kamienic dostali nakaz opuszczenia mieszkań do odwołania i tymczasowe łóżka w remizie, gdzie odtąd śpią w kaskach, bo jak twierdzą, tak jest bezpieczniej. Gmina wydzierżawiła na ten cel halę targową i ustawiła w niej cztery dodatkowe łóżka polowe.
Komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Kłodzku wyjaśnia spokojnie: «Codziennie o szóstej rano mierzymy stężenie i jeśli jest w normie, pozwalamy mu produkować dalej, ale tylko do południa». Na pytanie, dlaczego nie zlikwidowano instalacji, odpowiada, że «likwidacja zajęłaby cztery dni, a dyżur trwa już trzeci tydzień».
W uzdrowisku powstał nowy etat — nocny inspektor zapachu — a miejscowa szkoła podstawowa przesunęła poranną zbiórkę na dziesiątą, żeby dzieci nie szły do niej w porze największego stężenia. Sanatorium przyjęło chlor do swojej oferty jako «zabieg klimatyczny» i sprzedaje go kuracjuszom w cenie trzech zabiegów borowinowych.
Mieszkaniec zapowiedział rozbudowę o drugą linię i zatrudnienie dwóch pomocników. Strażacy rozważają wystawienie przed jego domem stałego posterunku z łóżkiem i czajnikiem.
2