Prezydencki ośrodek w Promniku zamyka 40 hektarów na czas nauki jazdy konnej Nawrockiego
Mieszkańcy Promnika nie widzieli prezydenta w siodle, bo ośrodek został szczelnie zamknięty. Sąsiedzi stajni dostali rozkład dnia i zakaz zbliżania się do płotu.
Ośrodek prezydencki w Promniku na Mazowszu został otoczony podwójnym płotem i zamykany na cztery spusty codziennie od świtu do zmierzchu, ponieważ Karol Nawrocki rozpoczął tam intensywny kurs jazdy konnej. Mieszkańcy okolicznych wsi nie zobaczyli ani jednego treningu, bo każdy przejazd odbywa się bez świadków, a teren patrolują pracownicy z lornetkami.
— Chciałabym to zobaczyć, ale nigdy nie skrzyżowały się nasze ścieżki — mówi jedna z mieszkanek, która sama jeździ konno. Sąsiedzi prezydenckiej stajni dostali rozkład dnia z dokładnością do minuty i zakaz zbliżania się do ogrodzenia na mniej niż pięćdziesiąt metrów. Jak słyszymy, nikt w okolicy nie chwalił się, że widział prezydenta w siodle, bo nikt go nie widział.
Władze ośrodka tłumaczą, że chodzi o bezpieczeństwo głowy państwa i spokój zwierząt. W praktyce oznacza to, że cała okolica musi zmienić swoje przyzwyczajenia: rolnicy przesunęli godziny pracy w polu, a dzieci wracają ze szkoły inną drogą. Pojawiły się też nowe etaty dla osób, które pilnują, by nikt nie patrzył w stronę stajni.
— Prezydent trenuje bez świadków, bo każdy koń potrzebuje ciszy i dyskrecji — mówi jeden z pracowników ośrodka. — Proszę nie pytać, czy jeździ, bo tego nie widziałem, ale słyszałem, że robi postępy.
Mieszkańcy zastanawiają się, czy wkrótce cała wieś będzie musiała podpisać zobowiązanie, że nie będzie patrzeć w stronę płotu. Na razie dostali tylko harmonogram, w którym okna na stajnię są zasłonięte przez całą dobę.
3