Iliana Jotowa dostała w wyborach w Bułgarii dwa tysiące mandatów za parkowanie w cudzym głosie
Bułgarska komisja wyborcza zarządziła, że zwycięstwo Iliany Jotowej w drugiej turze zostanie uczczone przez cały kraj ustawowym marszem po głosy.
Iliana Jotowa, pełniąca obowiązki prezydenta Bułgarii, zakończyła drugą turę wyborów prezydenckich zwycięstwem, które według wstępnych danych wyniosło nieco ponad połowę głosów. Centralna Komisja Wyborcza uznała jednak, że sam wynik to za mało i nakazała, aby każdy z ponad pięciu milionów uprawnionych obywateli osobiście przeszedł od urny do urzędu gminy, niosąc ze sobą kartkę z własnoręcznie wypisanym imieniem zwyciężczyni.
Trasa marszu liczy według komisji czterysta czterdzieści kilometrów i prowadzi przez wszystkie stolice obwodów. Samorządy musiały w ciągu tygodnia postawić przy drodze punkty żywieniowe, a w Płowdiwie wojsko zbudowało tymczasowy most nad Maricą, ponieważ stary nie wytrzymał liczby pieszych. Rzecznik komisji wyjaśnił: „Demokracja to wysiłek, a wysiłek trzeba widzieć. Kto nie może iść, płaci uczestnictwem w kolumnie wspierającej”.
Opozycja, która w kampanii przekonywała, że dialog z Moskwą i wstrzymanie dostaw broni do Kijowa to jedyna droga, przyjęła decyzję z kamienną twarzą. Andriej Gjurow, były premier, poprowadził pierwszą grupę kilkudziesięciu tysięcy zwolenników opozycji, którzy szli w przeciwnym kierunku, by zgłosić protest w Sofii. Sąd okręgowy zarządził, że obie kolumny muszą się spotkać na granicy województwa i wspólnie wejść do ratusza.
W stolicy zamknięto dla ruchu kołowego całe centrum, a metro zostało przekształcone w biuro obsługi marszów. Lekarze pogotowia zapowiedzieli, że nie będą odpowiadać za stan butów uczestników, więc każdy zarejestrowany wyborca otrzymał od państwa parę wzmocnionych trzewików, których odbiór trwa do końca miesiąca. Według komisji pierwsza rocznica zwycięstwa zostanie obchodzona przez powtórzenie całej trasy, tym razem tyłem.
2