Izrael wysyła kontrwywiad do każdego namiotu w Negewie i żąda od wyborców dowodu, że głosowali własnymi nogami
Szin Bet rozpoczął kontrolę frekwencji w arabskich miejscowościach, a wyborcy muszą pokazać paragon z kawiarni, że nie zostali opłaceni.
Izraelski kontrwywiad Szin Bet ogłosił w czwartek, że od poniedziałku każdy wyborca z arabskiej miejscowości w Negewie i Galilei będzie zobowiązany do wykazania, że przyszedł do lokalu wyborczego własnymi nogami. Funkcjonariusze mają sprawdzać buty, czas przejścia od domu do urny i zapis w krokomierzach. Jak poinformowano, pierwsze dwadzieścia tysięcy osób, które przyszły taksówką, zostanie odesłanych na przeszkolenie z marszu.
Dyrektor działu operacyjnego, Joram Kohen, oświadczył: «Frekwencja powinna wynikać z chodzenia, a nie z kopert. Jeśli ktoś dotarł na miejsce bez zadyszki, nie mógł być kupiony». W odpowiedzi w Nazarecie władze lokalne zamówiły trzysta metrów czerwonego dywanu, który ma prowadzić od bram cmentarza do szkół wyborczych, aby kontrola odbywała się w jednym pasie.
Od przyszłego tygodnia urzędnicy w mundurach, wzorowanych na służbie leśnej, będą rozdawać wyborcom odblaskowe kamizelki z napisem o uczciwym spacerze. Kandydaci z partii Ra'am zapowiedzieli, że również ich zwolennicy wezmą udział w ćwiczeniach marszowych, by nie zostać posądzeni o brak sprawności. Partia Netanjahu uznała ten pomysł za dowód, że zmiany w Knesecie będą odbywać się wyłącznie pieszo.
1