Szpital Bielański wprowadza obowiązkowe 53-godzinne czekanie na SOR dla całego personelu
Dyrekcja szpitala ogłosiła, że każdy pracownik przez tydzień musi czekać na przyjęcie tak długo, jak pacjenci, a oddział przenosi się do namiotów na dziedzińcu.
Dyrekcja Szpitala Bielańskiego w Warszawie zarządziła, że cały personel izby przyjęć przez siedem dni będzie czekał na przyjęcie tak samo długo, jak pacjenci, czyli dokładnie 53 godziny. Od poniedziałku lekarze, pielęgniarki i rejestratorki zajmują miejsca na ławkach przed wejściem na SOR, a dyżurni dbają o to, by nikt nie został przyjęty wcześniej, niż przewiduje regulamin.
Aby zmieścić całą kolejkę, szpital przeniósł część oddziałów do namiotów rozstawionych na dziedzińcu. Zakład gospodarczy postawił kilkanaście ławek i dwa rzędy ogrzewanych kontenerów, w których pracownicy oczekują na wezwanie. Rzecznik placówki poinformował, że sprzęt zostanie zdemontowany dopiero po zakończeniu kwarantanny organizacyjnej, która obowiązuje do końca tygodnia.
Obowiązek objął także kierownictwo. Dyrektor placówki przyznał na konferencji, że sam zamierza odczekać pełny czas oczekiwania, ponieważ, jak to ujął, „nie można oceniać kolejki z zewnątrz”. Od czwartku przy wejściu stoi tablica z licznikiem godzin, a personel otrzymuje formularze z pytaniami o samopoczucie, które ma wypełniać co sześć godzin.
Działania szpitala wywołały napływ zgłoszeń z sąsiednich placówek. Kolejne trzy oddziały ratunkowe w stolicy zapowiedziały podobne ćwiczenia, a ministerstwo zdrowia rozważa wprowadzenie wspólnego kalendarza czekania dla całego sektora.
1