Rosyjska rafineria w Nowokujbyszewsku pali się od pół roku, bo pracownicy nie chcą zgasić ognia bez zgody Kremla
Pracownicy rafinerii w Nowokujbyszewsku otrzymali polecenie utrzymania pożaru przy życiu w ramach narodowego programu oszczędności ciepła.
Pracownicy rafinerii należącej do koncernu Rosnieft w Nowokujbyszewsku rozpoczęli w poniedziałek dwunastotygodniowy kurs obsługi ognia, który ma zapewnić ciągłość płomienia nad zakładem. Słupy dymu widoczne z odległości kilkudziesięciu kilometrów są, według dyrekcji, świadectwem dyscypliny produkcyjnej, a nie awarii.
Zgodnie z zarządzeniem wydanym przez regionalny oddział ministerstwa energetyki każda zmiana ma obowiązek dokładania paliwa do wieży destylacyjnej co czterdzieści minut, a kierownicy sekcji prowadzą dziennik temperatur wypisany ręcznie, w trzech egzemplarzach, na wypadek, gdyby cyfrowy odczyt zawiódł. Dyrektor zakładu oświadczył: „Ogień nie zgaśnie bez rozkazu z góry, a rozkazu nie będzie, dopóki nie uznamy, że cała Rosja jest zadowolona z jego jasności”.
Rozkaz przyszedł w formie pięciometrowej tablicy, którą ustawiono przy bramie zakładu i na której napisano wielkimi literami: „PŁOMIEŃ JEST NASZĄ TARCZĄ”. Miejscowe szkoły otrzymały polecenie organizowania wycieczek, żeby dzieci mogły oglądać kolumny dymu z bezpiecznej odległości, a w każdym mieście obwodu ustawiono jeden ekran, na którym pokazywano nagrania z rafinerii na przemian z hymnem.
Pracownicy, którzy po zakończeniu zmiany chcieliby wrócić do domów, muszą zostać w zakładzie do wyznaczonej godziny, bo ich obecność jest uznawana za dowód, że płomienie są pilnowane. Zapytani o plany na przyszły miesiąc odpowiadali zgodnie, że będą pracować przy ogniu tak długo, jak trzeba, o ile nie będzie to kolidować z następnym szkoleniem.
1