Hubert Hurkacz w Bazylei zarządził dwutygodniowy marsz pieszy do Wimbledonu, by odpokutować porażkę
Po wczesnym odpadnięciu z turnieju w Bazylei tenisista ogłosił pielgrzymkę na kort londyński, a jego sztab wprowadził obowiązkowe treningi pod wpływem przechodniów.
Hubert Hurkacz, po porażce w turnieju w Bazylei, zarządził dla siebie i całego swojego sztabu dwutygodniową pieszą pielgrzymkę z Bazylei do kortów Wimbledonu. Trasa liczy kilkaset kilometrów i przebiega przez Francję oraz kanał La Manche promem, bez korzystania z samochodów. Sztab zapowiada, że zawodnik będzie pokonywał każdego dnia dokładnie tyle kilometrów, ile w jego karierze zdobył punktów rankingowych, co menedżer określił jako «zasadę pokory mierzonej odległością».
Pielgrzymka wymusiła przebudowę logistyki całego zespołu. Trener przesunął sprzęt treningowy na tylne siedzenia kolumny wsparcia, a fizjoterapeuci musieli ułożyć harmonogram masaży w punktach noclegowych przy szlakach. Miejscowe hotele w Alzacji zarezerwowały pokoje z wyprzedzeniem, a władze gminy Saint-Louis ogłosiły, że w tygodniu marszu wprowadzą specjalne oznakowanie dla pielgrzymów z rakietami tenisowymi na plecach.
Hurkacz w krótkim oświadczeniu przekazanym przez rzecznika stwierdził: «Porażka to nie wypadek, to zobowiązanie wobec trawy». Dodał, że decyzja była przemyślana i że nie zamierza jej cofnąć, nawet jeśli w połowie trasy zabraknie mu obuwia. Na pytanie o ewentualną rezygnację odpowiedział, że rezygnacja pozostaje dla niego kategorią pozasportową.
Od poniedziałku w siedzibie Polskiego Związku Tenisowego obowiązuje nowa praktyka: każdy zawodnik po przegranym meczu ma prawo wybrać formę pokuty, a związek zobowiązał się ją zatwierdzić w ciągu doby. Pierwsze zgłoszenia już napłynęły z Krakowa, gdzie junior zadeklarował wejście na Kasprowy Wierch z kortowym sprzętem.
1