Rodzina przekazała fundacji cały majątek i zakazała członkom wstępu do klubu
Współtwórca LPP oddał swój majątek fundacji rodzinnej. Spadkobiercy mają odtąd wypisać się z klubu rodziny, dosłownie, przed notariuszem i kasą.
Współtwórca LPP przekazał cały swój majątek fundacji rodzinnej, a jego potomkowie muszą teraz przejść wyjątkowo długą drogę, by odzyskać prawo do przynależności do własnego nazwiska. Od pierwszego dnia członkostwo w rodzinie wymaga codziennego meldowania się w siedzibie fundacji, gdzie każdy spadkobierca otrzymuje plakietkę z numerem kolejnym i obowiązek noszenia jej na widocznym miejscu.
Fundacja uruchomiła w tym celu specjalny pawilon przy ulicy Kościuszki w Gdańsku. Wewnątrz ustawiono kilkanaście kas i punkt wypisów. Przed wejściem tworzy się codziennie kolejka, a jej obsługa trwa tak długo, że pracownicy pobliskiej piekarni zaczęli sprzedawać bilety kolejkowe w cenie ciastka.
Rada fundacji wydała komunikat, w którym zaznacza, że członkostwo nie jest już dziedziczone automatycznie. "Rodzina to zobowiązanie, a nie przywilej. Każdy, kto chce się wypisać, musi osobiście przejść przez wszystkie stanowiska, w tym to, na którym trzeba wypowiedzieć rodzinne imiona na głos" - powiedział przewodniczący rady, który odmówił podania swojego nazwiska w obawie przed kolejną kolejką.
Już w przyszłym tygodniu planowane jest otwarcie drugiego pawilonu, tym razem w Warszawie, gdzie fundacja zamierza prowadzić szkolenia z wypisywania się w trzech językach. Lokalny oddział poczty zapowiedział zakup dodatkowych okienek, aby sprostać zwiększonemu zainteresowaniu.
1